Koneserkowe tu i teraz: Październik’16

 Październik od zawsze był moim ulubionym miesiącem w roku. Może dlatego, że kojarzył mi się z zaawansowaną jesienią, a może dlatego, że obchodzę wtedy swoje urodziny. Tegoroczny zapamiętam na długo również z innych powodów. Chodźcie – podsumujemy!
 

#CZYTAŁAM

 

  • „Harry Potter i Przeklęte Dziecko”
Na urodziny dostałam długo wyczekiwany prezent – najnowszą część Pottera. Możecie się tylko domyślać, że jako potteromaniaczka wypatrywałam każdej najmniejszej wzmianki na temat tej książki. Teraz jednak nie podzielę się z Wami swoją opinią – będzie temu poświęcona oddzielna recenzja. Powiem tylko jedno – zdecydowanie jest to ciekawostka!

 

  • „Krew Elfów” Andrzeja Sapkowskiego
Swoją przygodę z Wiedźminem Geraltem rozpoczęłam w wakacje. Zachęcona opinią Szarookiego i zachwycona grą (majstersztyk!), postanowiłam zbadać temat. Zakochałam się niemal od razu i całe szczęście, że mamy w domu całą sagę. To, co zwłaszcza zasługuje na uwagę w powieściach Sapkowskiego, to świetnie przedstawiona psychologia postaci. Polecam każdemu, kto jeszcze nie miał okazji przeczytać!

 

  • „Kropki” Włodka Markowicza
Włodka znam od dawna – jeszcze z czasów „Lekko stronniczych”. Podobnie jak wielu, zachwyciłam się jego filozoficznym filmem „Kropki”, który wałkowałam przez długi czas. Tak się różnił od treści, z którymi miałam do tej pory do czynienia na polskim Youtubie. Nic więc dziwnego, że gdy tylko ukazała się jego książka o tym samym tytule, chciałam ją przeczytać. Mimo że kupiłam ją jakiś czas temu, to sięgnęłam po nią dopiero teraz… I daje naprawdę do myślenia. Przeszkadza mi tylko jedna rzecz – niewyjustowany tekst, ale mogę tylko przypuszczać, że to zabieg celowy. Tematy głębokie opisany w lekki sposób.

 

  • „Harry Potter i Komnata tajemnic – wersja ilustrowana
Tej książki przedstawiać nie trzeba. W końcu przeczytałam ją wiele razy – jednak z wersją ilustrowaną drugiej części cyklu nie miałam jeszcze do czynienia. Nic dziwnego – w końcu niedawno miała swoją premierę. Podobnie, jak w przypadku „Kamienia”, książka była prezentem od moich rodziców. Rysunki zachwycają i bardzo mnie cieszy, że nie opierają się na obrazie filmowym.

#OBEJRZAŁAM

 

  • „Doktor Strange”
Marvel kojarzył mi się jeszcze do niedawna głównie ze „Spider-Manem” oraz „X-Menami”, które oglądałam w dzieciństwie na Fox Kids i Hyperze (ktoś jeszcze pamięta te stacje?). Dzięki Szarookiemu dowiedziałam się, że to uniwersum jest naprawdę duże, a ja znam jedynie jego ułamek. Gdy tylko usłyszeliśmy, że kolejny film Marvela trafi w październiku do kin, wiedzieliśmy, że na sali znajdą się też miejsca dla nas. I doszło do sytuacji niezwykłej – pierwszy raz z kina wyszłam bardziej zadowolona od Szarookiego. Film w 100% wpasował się w mój gust. Po prostu fantastyczny w każdym znaczeniu tego słowa. 

 

  •  „Zanim się rozstaniemy”
Film napotkany przypadkiem w telewizji został włączony, aby „leciał do snu”. Kto by przypuszczał, że z ogromną ciekawością obejrzę go do samego końca. Chrisa Evansa kojarzyłam zawsze albo z Kapitanem Ameryką, albo z komediami romantycznymi. Nic dziwnego, że nie skojarzyłabym go z filmem psychologicznym – ba! Że będzie jego reżyserem. Zaskoczenie ogromne oczywiście na plus. Z pozoru w filmie nic się nie dzieje – dwójka nowo spotkanych osób chodzi po mieście i rozmawia. Tak można by w skrócie podsumować akcję. „Zanim się rozstaniemy” daje jednak bardzo do myślenia i polecę ten film każdemu.

 

  • „Luke Cage”
Znowu Marvel? Serio? A i owszem. tym razem kolejny serial ze stajni Netflixa, który nie raz udowodnił,  że zna się na swojej robocie. Ponownie oglądałam odcinki bez całkowitej znajomości tematu – bohatera ledwie znałam, nie wiedziałam, o co chodzi. Mimo to bawiłam się dobrze, choć nie powalił mnie na kolana tak, jak „Jessica Jones”, w której po raz pierwszy miałam do czynienia z Cagem. Serial dobry, ale do doskonałości mu trochę brakuje 😉

#SŁUCHAŁAM

  • Pentatonix
Czy tych młodych ludzi trzeba Wam przedstawiać? Mam nadzieję, że nie 😉 Z ich muzyką zetknęłam się po raz pierwszy parę lat temu, gdy z zamiłowaniem wyszukiwałam wciąż to nowych coverów na Youtubie. Ostatnio internet obiegła wieść o ich wersji słynnej piosenki Cohena „Hallelujah”. Nic dziwnego – w końcu wykonali kawał naprawdę wspaniałej roboty. Najlepszym dowodem na to jest fakt, że już dawno żadnego utworu nie słuchałam kilkanaście razy pod rząd.

 

 

Ale to nie jedyne odkrycie października w wykonaniu Pentatonix. Nie znałam oryginału, jednak energia włożona w wykonanie tego coveru sprawiła, że mam ochotę tańczyć w rytm muzyki i śpiewać cały czas. Nawet teraz, gdy piszę te słowa, nucę ją pod nosem.

 

 

  • Poets of the Fall
Z POTF znamy się od czasów gimnazjum i uwielbiam ich twórczość. Słucham jej jednak sezonowo – taka muzyka wymaga odpowiedniego klimatu. Atmosfera jesieni sprawia, że mam ochotę relaksować się przy ulubionych piosenkach.

#PRZEŻYŁAM

 

  • 24 urodziny
Kiedyś twierdziłam, że nie lubię swoich urodzin – zaczęło się to po 18. 31 października nie nastraja do świętowania, bo raczej ludzie przygotowują znicze na groby, a nie świeczki na tort. Mimo że zawsze rodzina sprawiała, że ten dzień był bardzo miły, to jednak nie odczuwałam jakiejś wielkiej różnicy w kwestii celebrowania kolejnej „wiosny” za mną. W tym roku również było miło, dużo życzeń, prezenty, itp., jednak moje myślenie jakiś czas temu się zmieniło – jest to dla mnie przede wszystkim czas refleksji. Co dalej? Jako 24-latka rozpoczęłam 25 rok z planami i autorefleksją.

 

  • Nowe wyzwania
W październiku na dobre zaczęłam współpracę z Młodym Wschodem, gdzie w niemal każdą niedzielę publikuję post rękodzielniczy. Jest to bardzo ciekawe doświadczenie i z całą pewnością idealne uzupełnienie bloga. Byliście? Czytaliście? 🙂
Ponadto rozpoczęłam wyzwanie „Codziennie coś nowego” oraz wykonuje ćwiczenia samouświadamiające. Polecam każdemu taką refleksję nad samym sobą – pomaga zrewidować całe nasze życie i pomaga ustalić pewne kwestie.

 

  • Przeprowadzka

 

Stumilowy krok. Z jednego końca miasta przeprowadziliśmy się na drugi. W końcu mieszkamy z Szarookim sami, a ja każdego dnia nie budzę się już z irytacją na sam widok przestrzeni, w której żyję. Mamy dużo miejsca, a ja wciąż udoskonalam wnętrze, o czym też już wkrótce napiszę.

#NAPISAŁAM
Na Koneserce pojawiły się 4 teksty:

 Na Młodym Wschodzie opublikowałam 2 teksty:

 

#DALSZE PLANY

 

  • Nowe wyzwania
Od 1 listopada zaczęłam prowadzić kurs wdzięczności, gdzie codziennie zapisuję rzeczy, za które jestem danego dnia wdzięczna. Myślę, że to będzie ciekawe doświadczenie i sprawi, że na dłuższą chwilę zastanowię się nad danym dniem.
Po wykonaniu jednego z ćwiczeń, o których wspomniałam wcześniej, okazało się, że dość mocno zaniedbałam kwestię zdrowia i sprawności fizycznej. Dlatego wzięłam się za ten obszar od razu. Codziennie wykonuję ćwiczenia rozciągające i nastawiające kręgosłup, a za dwa tygodnie będę miała już rower stacjonarny. Ponadto oczywiście dojdzie do tego dieta o niskim indeksie glikemicznym. Wyjdzie mi to tylko na zdrowie 🙂
Nasiona, które widzicie na zdjęciu, wylądują w mojej mini szklarni w kuchni i mam nadzieję, że uda wyhodować mi się dynie. Trzymajcie kciuki.

 

  • Plany blogowe
Wprowadziłam pełen kalendarz postów, który mam nadzieję wprowadzi pełną regularność na blogu. W każdy poniedziałek i czwartek widzimy się na Koneserce, zaś w niedziele – na Młodym wschodzie. Pod koniec listopada rozpocznę serią świąteczną i już teraz przygotowuję dla Was ciekawe tutoriale.

 

A jak Wam minął październik? Możecie polecić jakieś ciekawe filmy lub książki?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.